Ewa z Hanką Jak wygląda życie dziewczyny surfera , chyba nie muszę tłumaczyć, a jak wygląda
życie matki polki na Wyspach Zielonego Przylądka, to zupełnie inna bajka.
Hanka miała 4 miesiące jak ruszyliśmy w podróż na Sal. Babcia się obraziła i postawiła krzyżyk na drogę a, znajomi (ci z dziećmi) uważają nas za niepoważnych. Ale dzisiaj już wiem ze
warto było tu przyjechać i spędzić trochę czasu w 30 stopniowym cieple, gdzie Hania nie musi mieć na sobie sweterka, miśka, czapki, rękawiczek i koca w czasie, kiedy u nas szaleje zima.
Nigdy nie uważałam się ani nie będę uważać za najlepszą matkę, jednakże
moje zdanie o samej sobie w odległej Afryce mocno urosło. Tutaj często dzieci opiekują się dziećmi, zarówno w znaczeniu że matki są bardzo młode, jak i to że rodzeństwo wychowuje się wzajemnie. Noszą je na rękach, podrzucają, jeżdżą z nimi na motorach, quadach, noszą w chustach. Ja z moim na europejskie warunki średniej klasy wózkiem (ale z wielkimi kołami) jestem tutaj dość egzotycznym zjawiskiem. Pozostałe, bo na pewno takie są matki turystki zamknęły się w czterech ścianach pałacowych hoteli i tam wypoczywają.
Chłopaki trenują zajmowanie się Hanką W naszym zachowaniu nie było by nic dziwnego gdyby nie to, że zawsze
pojawiamy się w miejscach, gdzie dzieci nie bywają. Na kite beach, gdzie wieje czasem 26-30knts, gdzie nasz namiot z Decathlonu kładzie się jak płaszczka i żadna z nas się do niego nie mieści. Na Ponta Precie, gdzie
odgłos łamiących się fal zagłusza własne myśli, a turyści na kamieniach robią zdjęcia surferom i nam jako lokalnej atrakcji. Albo na wyprawach off roadowych, gdzie
Hanka cała drogę trzyma się własnych pasów i wpatruje w napis WARNING na foteliku samochodowym.
Dziewczynki z Sal. Zastanawiam się czy łatwiej by mi było gdybym nie pływała i nie szukała wrażeń za wszelką cenę? Świadoma swego walczę o swój czas na wodzie i swoje 5 minut w basenie. Ten czas jednak znajduje głównie wtedy, gdy Hanka śpi. Wtedy to też pływam na kajcie.
Na lewym halsie wypatruje żółwi, rekinów i wielorybów. Na prawym skacze i przypominam sobie rzeczy, których nauczyłam się rok temu. W chwilach, kiedy nie wieje kąpie się w błękitnym oceanie, skacze przez fale przyboju na Ponta Precie, gdzie mieli mnie niczym worek ziemniaków, ale szczęśliwa wracam na brzeg. Opalam się, delektuje ciepłem i przyjazną atmosferą. Dzięki chłopakom
poznałam kilku locales'ów: Issa, Piotra, Biga, Titika i Mitu, którzy z daleka jak mnie widza, krzyczą czy wszystko w porządku, jak się ma Hania, "cool"?
Na wode - teraz kolej taty na pilnowanie małej.
Na koniec
bardzo się cieszę że przyjechałam tu razem z chłopakami, ja nauczyłam się od nich gdzie łapać fale na body boardzie, a oni jak zając się Hanką i nie dać się zwariować jej piskom.
Najprawdziwsza mama i dziewczyna surfera w jednym :)
Pozdrawiam Ewa - mama Hanny Końskiej - "Małego Konika".